Często słyszę narzekania polskich słuchaczy, twórców i organizatorów o tym jak źle dzieje się w naszych klubach i jak mało ludzi przychodzi na zagraniczne bookingi. Nie będę wgłębiał się w rozważania dotyczące sytuacji ekonomicznej i najzwyczajniej w świecie nie mam ochoty prowadzić dyskusji o kilkunastu warstwach, na końcu której każdy ma trochę racji.

Posłużę się za to kilkoma przykładami. Może coś udowodnią, a może nie znaczą zupełnie nic. To tylko Facebook i jakieś tam osobiste bezpośrednie obserwacje z wycieczek.

1 lutego w Krakowie miał wystąpić Sweater Beats. Nie przyleciał. Nie wiem dlaczego, to zresztą teraz nieważne. Pierwszy set podczas europejskiego touru. Oto zainteresowanie całą trasą na Facebooku:

Kraków: 240 osób

Stuttgart (środa): 55 osób

Berlin (z Shigeto): 70 osób

btw. Kaytranada w Berlinie w czwartek: 167 osób

Wiedeń: 1 osoba

Monachium: 72 osoby

Paryż: 133 osoby

Amsterdam: 221 osób

Powyższe imprezy odbędą się na przestrzeni najbliższych 2 tygodni, więc liczby te zapewne wzrosną.
A może tylko w Polsce ludzie się zapisują na eventy? Chyba nie. Na Kaytranadę w Social Club zapisało się 1200 osób. Czyli mniej więcej tyle co na tego samego artystę w Warszawie. A mówimy o jednym z najpopularniejszych klubów w Europie. Oczywiście w tym środowisku.

Wygląda na to, że w Polsce jest obecnie bardzo dobry czas dla takiej muzyki i nie powinniśmy aż tak bardzo narzekać. Powody do pesymizmu organizatorów zawsze się znajdą, np. u nas wjazd nie może być droższy niż 4-5 EUR, natomiast w bogatszych państwach UE wejście za 10 EUR to nic nadzwyczajnego. A koszty bookingu i podróży samolotem są te same. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że można to zrobić u nas i ktoś chce te działania wspierać.