Dla wielu niezależnych autorów muzyki Soundcloud jest miejscem numer 1 w sieci. Twórcom platformy udało się stworzyć społeczność. Czasem mówi się nawet o „producentach soundcloudowych” – ludziach znanych wyłącznie w tym środowisku, którzy mogą jednak pochwalić się setkami tysięcy odtworzeń swoich utworów.

Soundcloud powstał w 2007 roku. Idea zrodziła się w Sztokholmie, ale główna siedziba znajduje się w Berlinie. Istnieje prawie 9 lat, zatrudnia 190 osób i posiada 40 milionów zarejestrowanych użytkowników. Najstarszy numer na moim profilu jest tam od ponad 7 lat, remiks Ebony Eyez. Jakimś cudem przetrwał. Soundcloud był odpowiedzią na chaos panujący na MySpace. Prosty, przejrzysty i zawierał wszystko czego potrzebował niezależny muzyk. Idealne rozwiązanie. Szybko zdobył również przychylność djów umieszczających tam swoje sety. Gdyby nie ten serwis, nie zakolegowałbym się z odnoszącą obecnie sukcesy ABRĄ. Nie wspominając o odkrywaniu nowych artystów. To nadal moje ulubione miejsce w Internecie. Może już nie tak bardzo jak kilka lat temu, ale nadal.

Soundcloud Finanse

Soundcloud nie zarabia. Jak wynika z powyższego zestawienia, od 2010 roku dochody rosną, jednak przewyższa je strata netto. Jeśli nic się nie zmieni, kwestią czasu jest koniec cierpliwości inwestorów. Do tej pory próbowano różnych rozwiązań. Nie sprawdził się system reklam, słuchacze narzekali na zbyt dużą częstotliwość komunikatów, nawet podczas korzystania z płatnych planów „Pro”. Pojawił się także pomysł „On Soundcloud”, zgodnie z którym twórcy mieli otrzymywać wynagrodzenie za odtworzenia utworów. Nie jest to już jednak platforma skupiająca wyłącznie niezależnych producentów, więc istnieje konieczność dogadania się z dużymi labelami. Udało się dojść do porozumienia z Warnerem i Merlinem. W styczniu ogłoszono deal z Universalem. Nie podpisano umowy z Sony Music Entertainment. Bez rozwiązania tego problemu trudno ruszyć dalej, zdobyć fundusze na dalszą działalność, a także uporać się z pozwami skierowanymi przez organizacje zarządzania prawami autorskimi. Było to też przyczyną fiaska w 2013 roku – Twitter chciał wtedy współpracować z Soundcloudem, gdyby tylko uporano się z brakiem licencjonowanego contentu.

 

Soundcloud to trochę dzikie miejsce. Są tam oryginalni, nieodkryci artyści, którzy w najbliższej przyszłości zostaną wielkimi gwiazdami. Jest też grupa „wzbogacająca” zawartość serwisu o muzykę, do której nie ma prawa. Są wreszcie słuchacze, twórcy podcastów i tysiące producentów, o których szeroka publiczność nie usłyszy. Prawdziwym wyzwaniem jest znaleźć sposób na pogodzenie istnienia tych grup na jednej platformie, przy jednoczesnym stosowaniu się do standardów prawa autorskiego i wypłacaniu wynagrodzenia artystom. Pamiętam oburzenie wśród djów, gdy Soundcloud masowo usuwał sety djskie, remiksy, blendy i mashupy. Z punktu widzenia prawa, trudno bronić kogoś kto buduje swoją popularność na połączeniu acapelli i wersji instrumentalnej numeru, który do niego nie należy. Z drugiej strony, dje nie osiągali bezpośrednich korzyści materialnych. Trzykrotne złamanie zasad dotyczących praw autorskich kończy się zlikwidowaniem konta. I utratą pieniędzy, jeśli ktoś opłacił plan „Pro” z góry, za cały rok. Soundcloud współpracuje z firmą Zefr, tą samą, która pomaga YouTube znaleźć treści łamiące prawa autorskie.

 

Co czeka Soundcloud w najbliższej przyszłości? Może deal z Sony, start programu wypłaty wynagrodzeń za odtworzenia i w końcu, w pełni legalna działalność. Istnieje prawdopodobieństwo, że nawet jeśli uda się to zrobić, serwis i tak upadnie, ze względu na dotychczasowe, ogromne problemy finansowe. Niektórzy wierzą w trzecie rozwiązanie, czyli powrót do korzeni, do platformy skupiającej wyłącznie niezależnych artystów. Wydaje się to jednak mało realne. Większość zarzutów kierowanych pod adresem Soundclouda przez zwykłych użytkowników, dotyczy właśnie odejścia od ideałów, na gruncie których zbudowano tę wyjątkową społeczność.