W ostatnią sobotę byłem częścią dużej rzeczy, na tyle dużej, by warto było poświęcić jej post na Poranku o 13.

Nie potrafię wyobrazić sobie fana rapu w Polsce, który nie kojarzy cyklu Rap History. Steez, Kosi, Blekot, Anusz i znajomi robili dobrą robotę prezentując historię gatunku na imprezach odpowiadającym poszczególnym rocznikom. Załapałem się wtedy na gig z rokiem 1984. Przygotowanie setu zajęło wieki, jednak dowiedziałem się wiele tym co działo się w tym czasie w rapie i poznałem sporo nowej muzyki. Podobnie było w przypadku nowego cyklu Rap History, tym razem prezentującego dokonania najważniejszych labeli ever. Przypadło mi Rap-A-Lot Records – set w Barze Studio w Warszawie i złożenie miksu.

     Oprócz powszechnie kojarzonych Geto Boys, UGK, sprawdziłem wszystko od 5th Ward Boyz, Mad CJ Mac, Big Mike i Do Or Die i podobnych kotów. Granie tego wszystkiego w pełnym klubie zostaje na długo w pamięci. To nie dzieje się codziennie.

Rap-A-Lot z tym całym swoim teksańskim charakterem nie był jednak odporny na wpływy kalifornijskie. Katalog wytwórni jest bardzo zróżnicowany – jest brudne południe, jest g-funk, ale jest też Almighty RSO z takim „Mix of action”. Zainteresowanych historią Rap-A-Lot odsyłam do poniższego wydawnictwa. Zin, plakat i ten mój miks na CD.

mentalcut rap a lot

Podczas imprezy wykonawca i tytuł aktualnie lecącego numeru istniał na ekranie. Nie było możliwości, żeby twój umysł robił ci triki. Od razu wiedziałeś co jest grane. Miałem ciary słysząc w takim miejscu i momencie „Fuckin with Texas” Flatline’a albo „Pourin’ Up” Pimp C. Właściwy rodzaj penerstwa. A tak wyglądała playlista mojego setu o godzinie drugiej. Zmienialiśmy się co 45 minut.

Rap History Tracklist

 

Wielkie propsy dla organizatorów wydarzenia i dla Anusza, Blekota i Inventa, z którymi miałem tej nocy przyjemność i zaszczyt dzielić scenę.