W ciągu trzech majowych tygodni wystąpiłem w 45 placówkach oświaty w okolicach Poznania. Towarzyszyli mi raper i animatorka. Odwiedzaliśmy przedszkola i szkoły podstawowe, starając się zaciekawić dzieci djingiem i freestylem.

To było coś więcej niż wiosna, jeszcze nie lato. Żółte pola, rzepak po sam horyzont. Pobudka o 6 rano, niekiedy wcześniej. Bywało, że nie kładłem się spać po obejrzeniu meczu Golden State Warriors na żywo. Bardzo trudne dla kogoś, kto prowadzi aktywną karierę djską i jest przyzwyczajony do życia w nocy. Nasze występy zaczynały się o 8 rano i kończyły się po 14, wliczając podróże. Od poniedziałku do piątku. W weekendy grałem imprezy w Warszawie i Szczecinie. Męczące, ale dało dużo satysfakcji.

Spektakl trwał 30 lub 45 minut, w zależności od wieku dzieci. Najmniejsze nie posiadają jeszcze umiejętności długiego skupienia. Po trzech zdaniach „mówienia pana na scenie” i tak zaczynają dłubać w podeszwie kapcia lub obserwować sufit, który nagle stał się super interesujący. Zaczynaliśmy scenką teatralną, w której udawałem kucharza. Moim zadaniem było przygotowanie kaczki, ale nie takiej zwykłej.

 

IMG_5178

 

Chodziło o kaczkę ugotowaną na gramofonach. Jak się domyślacie, miksowałem kawałek z „Akademii Pana Kleksa” z czymś przypominającym house w tempie 117bpm. Efektownie zrzucałem kucharską czapkę i mówiłem, że jednak jestem djem, wywołując tym aplauz rozentuzjazmowanych przedszkolaków. Potem showcase. W przypadku wizyt w placówkach oświatowych jest to 90 sekundowy pokaz skreczowania. Miałem przygotowaną małą rutynę i dziś mam jej dość i nie chcę już jej robić. Jeśli przyjdzie czas na kolejną przedszkolną trasę, przygotuję ich kilka i będę stosował zamiennie. Kolejnym elementem było miksowanie muzyki z dźwiękami naszego życia. Brzmi może nieco górnolotnie, a chodziło po prostu o odgłosy pociągu. Dzieci zgadywały co to takiego, a następnie dorzucałem afrykański house, szybciej i szybciej, jak lokomotywa. Pociąg zatrzymał się. Aż w końcu mali adepci mogli spróbować swoich sił na profesjonalnym sprzęcie. Na każdy show zabierałem Serato, mikser Ecler HAK 360 i gramofon Technics 1210. Porysowana płyta, złamany uchwyt w Concordzie i bardzo zmęczona igła, to jedyne straty. Puszczały płyty do przodu, do tyłu i robiły „baby skrecze”. Uczniowie w podstawówkach potrafili już czytać i czasami nagrywałem ich recytację fragmentu wiersza, by następnie wrzucić ją do Serato i taki mały gzub mógł skreczować swoim głosem na płycie winylowej. Powtórzcie dzieci: „wi-ny-lo-wej!”. To była dla nich duża rzecz. Jedna z tych, o których mówią przy obiedzie, gdy zapracowany ojciec zapyta jak było w szkole. Na tym kończyła się moja główna rola i wchodził kolega raper.

Rap. Może być na przykładzie wiersza, dzieci to usłyszały. Może być rapowy freestyle i dzieci to usłyszą, kiedy powiedzą słowa klucze, czyli o czym raper ma freestylować. Żałuję, że nie zapisywałem propozycji tłumu. Największą gwiazdą wśród dziewczynek jest bezapelacyjnie księżniczka Elsa, natomiast chłopcy żyją amerykańskimi super-bohaterami. I to jest super, kiedy odwiedzasz przedszkola i młodsze klasy szkół podstawowych. Trafiając do ostatnich klas podstawówki jest gorzej. Wtedy możesz być pewny, że słowo klucz to Gang Albanii lub Popek. Zdarzyło się nawet, że 11-latek rzucił hasło „thug life”. To jest ten moment, gdy muszę być poważny i napisać co o tym myślę. Oczywiście zdaję sobie sprawę ze skali popularności tych „wynalazków”. Dotychczas traktowałem to jako content na jakiś fanpage o cebulakach, a z reguły po prostu ignorowałem. Trudno sobie jednak wyobrazić kontakt z dziećmi w wieku 9-12 lat bez „albańskiego zjawiska”. To jest bardziej przerażające, niż video kręcone telefonem w szkole, które znacie z netu. I jest gorsze, niż polskie kabarety. Mam nadzieję, że przeczyta to ktoś związany z „tymi” ludźmi (lub oni sami) i przemyśli swoją postawę i życiowe wybory.

Freestyle kończył nasze występy. Opiekunki często wkręcały się w rap i klaskały na raz lub na to „inne dwa”. Dzieciaki mogły zadać nam kilka pytań. Najczęstsze to: „czy zna pan Popka?”, „ile można zarobić jako dj?” oraz „ile kosztuje sprzęt?”.

W większości przypadków dzieci były fantastyczne. W połowie przypadków równie wspaniałe były panie przedszkolanki i nauczycielki. Ciekawe doświadczenie. Bez wahania zrobiłbym to ponownie.